piątek, 24 lutego 2012

Moje Filmy Zmian


 


Od kilku dni moje myśli wciąż krążą wokół zadania, do którego zostałam zaproszona przez Maryś .

Jak pisze pomysłodawczyni całego projektu HannaH z Belgowa :
"Zadanie polega na wskazaniu min. 5 filmów, ale takich, które coś w nas zmieniły.
Pozwoliły inaczej spojrzeć na świat."

Pomysł jest niezwykły w swej prostocie, stanowi kopalnię inspiracji, a dla takiej zachłannej
i nałogowej filmoholiczki jak ja, jest darem niebios (dzięki chmurkowa Marysiu:) i okrutną karą
za wszystkie, nieprzespane noce. Bo jak tu wybrać tych kilka, najważniejszych?
Każdy zostawiony, to dziesiątki tych, które nie mają szansy się pokazać.

Podeszłam do sprawy systemowo, zaczęłam robić listę, przy 40 pozycji wpadłam w panikę
i.. ostatecznie wybrałam te, które we mnie szczególnie rezonują, gdy przypominam sobie ich pojawienie się w moim życiu.

Lubię kino, lubię przetworzenie wizji przez świat innego człowieka i oglądam bardzo różne filmy. 
Ale, jak się zorientowałam, tak naprawdę najczęściej daję się zmieniać filmom małym, kruchym
i kameralnym. Czasem nieznanym prawie nikomu, znalezionym przypadkiem, które zostawiają mnie zadziwioną, przerażoną, zmieszaną, oniemiałą w zachwycie. I one tak po cichu, po trochu, niezauważalnie we mnie rosną, aż jestem niby ta sama, a jednak trochę inna.



Dziewczyna na moście ( La fille sur le pont), 1999, reż. Patrice Leconte

Piękny, czarno-biały film o zmianach właśnie. O przenikaniu się osobnych światów, o nowej energii, nowej jakości, jaka powstaje ze zrozumienia.
O budzeniu się świadomości, o odwadze podejmowania działania
i dokonywania wyborów. O przeznaczeniu, które nie jest dane,
ale które na co dzień kształtujemy sami.





Jeździec wielorybów, 2000, reż. Niki Caro

W obcym nam świecie, w egzotycznej kulturze (nowozelandzcy aborygeni), wbrew wszystkiemu i wszystkim, mała dziewczynka dorasta
do swojej misji. Codzienna, zwyczajna i mądra opowieść o przywództwie
i odwadze stania się w świecie tym, kim jest się wewnątrz siebie.






 Jeffrey, 1995, reż. Christopher Ashley

Prześmieszna, prześmiewcza komedia o śmiertelnie poważnych sprawach. Jak, mając dojmującą świadomość nieuchronnego końca, znaleźć odwagę do zaangażowania się w relacje, w miłość, w życie? Ślizgać się po powierzchni, ledwo zanurzając opuszki palców? Pozwolić się ogarnąć
i pochłonąć, wiedząc, że ludzie i relacje nie są na zawsze? Zaryzykować siebie?
A wszystko to doprawione Patrickiem Stewartem, spacerującym po Manhattanie w różowym berecie, pod rękę z Czlowiekiem-Kotem..:)


Makrokosmos, 2001, reż. Jacques Perrin, Jacques Cluzaud, Michel Debats

Zwykle jesteśmy centrum własnego, prywatnego wszechświata, poprzez siebie patrzymy, oceniamy, decydujemy, kreujemy. To jest jeden z filmów, które pokazują, że jednocześnie jesteśmy pyłkami w wielkiej burzy życia, drobnymi trybikami w maszynerii. Oglądałam go na porannym seansie,
w ogromnej pustej sali kinowej (poza mną tylko dwoje sympatycznych, starszych ludzi). Film się skończył, wyszłam z kina w przedpołudniowy, miejski gwar i  miałam poczucie stąpania po kruchym lodzie na powierzchni rzeczywistości..

Usłane różami, 1996, reż. Michael Goldenberg

Trudna, piękna miłość. Od strony trenerskiej - znakomite studium ograniczającej rozwój i duszącej energię sieci przekonań.
A tak po prostu - dwa równoległe światy, które kaprys losu zderzył znienacka. I "lubię patrzeć, jak ludzie się kochają lub godzą po kłótni. Nawet kiedy cierpią. W ich twarzach widać piękno, gdy dostają kwiaty."





Niebieskoocy, 1996, reż. Bertram Verhaag 

Poruszający dokument na temat eksperymentu dotyczącego źródeł
i skutków ksenofobii. Uważam, że powinien być obowiązkowo pokazywany, z mądrym komentarzem i dyskusją, już na poziomie gimnazjum. 
Oglądałam go po raz pierwszy wiele lat temu na "Planete" i długo nie mogłam się otrząsnąć, gdy uświadomiłam sobie, jak łatwo stać się małym, codziennym katem dla drugiego człowieka.




Zemsta Hebalończyka (Strings), 2004, reż. Anders Ronnow-Klarlund

To był jakiś przegląd współczesnego kina skandynawskiego w CSW.
Nie miałam zupełnie pojęcia, co będę oglądać, same zaskoczenia.
Zgasło światło i oniemiałam.. 
Magiczna opowieść oparta na klasycznej, archetypowej Podróży Bohatera. Wewnętrzne rozdarcie, dramat, droga po przemianę, odkrywanie siebie, walka ze swoimi demonami, niesienie zmiany innym, chwała powrotu.
I tylko ta stała, namacalna, milcząca obecność Stwórcy, który daje życie
i wolność, a jednocześnie trzyma w dłoniach wszystkie sznurki..

Frankie, 2004, reż.Shona Auerbach 

To taki ciepły, mądry film:) Dzieje się w malutkim wszechświecie bliskich sobie ludzi, w zwyczajnej codzienności robienia śniadania i picia herbaty.
W przelotnych spojrzeniach i nieśmiałych gestach. W jakiś dziwny sposób ten film ogrzewa mnie od środka. I lepiej mi na świecie, gdy o nim pamiętam.





Dowcip (Wit), 2001, reż. Mike Nichols

Chyba nie potrafię pisać o tym obrazie.. Zbyt mocno mnie dotknął,
zbyt wiele poruszył.. Wielka rola Emmy Thompson w autoironicznym filmie
o teorii, która znienacka realizuje się w praktyce i przechodzeniu przez zmianę ostateczną.
 





 Zapach zielonej papai, 1993, reż. Anh Hung Tran 

Czasami nie trzeba mówić zupełnie nic, wystarczy tu i teraz przeżyć
w piękny sposób swoje życie.








Hmm.. Wybrałam tych kilka, a co zrobić z pozostałymi?:) 
Jak przemycić na przykład znakomite i wnętrzności wyrywające "Przełamując fale"  i "Tańcząc
w ciemnościach", pełen czującej przestrzeni "Wielki Błękit", inspirującego do realizowania misji i wizji "Patcha Adamsa", niegodzące się na zastany porządek "Zawieście czerwone latarnie", szukającego zrozumienia dla swojego świata "Marzyciela", zawzięcie dyskutującego z widzem "Orlando",  uczącą akceptacji "Miłość Larsa", przerażającą kliniczną sterylnością świata obsesji "Uwięzioną Helenę", dziwiące się wszystkiemu "Niebo nad Berlinem", sięgającego po życie w zgodzie ze sobą "Billy'ego Elliota", wstrząsającą "Katedrę"..?
 
Wchodzę na Wasze blogi, kolejne Uczestniczki tego zadania, czytam Wasze opisy i jestem zachwycona bogactwem doznań, mnogością znaczeń, różnorodnością wyborów:)
Znakomity, otwierający ludzi pomysł - gratuluję  HannaH :)

Aby zrealizować wszystkie kroki mojej części tego projektu, powinnam zaprosić do tego zadania kolejne 5 osób, które miałby szansę podzielić się z nami swoimi Filmami Zmian.
Ale - ponieważ jestem w blogosferze craftowej od niedawna zupełnie i dopiero zaczynam poznawać kolejnych, ciekawych ludzi  - mam trochę inną propozycję.

Każda z zaglądających tu osób, jeśli zechce podjąć się tego wyzwania - niech czuje się ZAPROSZONA:)
Dajcie proszę tylko znać w komentarzu, że kontynuujecie zabawę.

Inspirujących odkryć!:)

(zdjęcia pochodzą z serwisu filmweb.pl oraz ze strony HannaH - banerek zabawy)

środa, 22 lutego 2012

Po łokcie w sznurkach

Lubię robić kilka rzeczy jednocześnie. Zwykle czytam 2-3 książki w tym samym czasie, zmieniając je co dzień na inną, piszę kilka artykułów, robię kilka par kolczyków.. Lubię zmieniać perspektywę, spoglądać na to, co zrobiłam z dystansu, który daje mi skupienie się przez chwile
na czymś innym, równie fascynującym.

Mam teraz na sutaszowym "warsztacie" dwie bransoletki, dwa naszyjniki i jedne tylko,
na szczęście, kolczyki. Wszystko w trakcie, wszystko zaczęte, wszystko się dzieje:)
A pomysłów na kolejne mam więcej niż miałabym czasu na ich zrobienie:)
Złapałam się ostatnio na tym, że po dłuższej przerwie, znów budzę się
z plątaniną jedwabnych sznurków pod powiekami, w zwariowanych kolorach,
w zaskakujących zestawieniach..
Chyba naprawdę nadchodzi wiosna:)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...